Życiorys

  Życiorys ponizej zacząłem pisac wiele lat temu. Nigdy go nie ukończyłem, a ponieważ gdzieś się zapodział, zacząłem pisać szersze wspomnienia, widoczne tu, w  bocznym menu. Szkoda mi kasować plik raz rozpoczetego krótkiego zyciorysu, więc nie ukończony tekst pozostawiam. Może kiedyś go jeszcze ukończe. Obecnie to co jest obok stanowi rzeczywiste i dokładniejsze wspomnienia. To co ponizej, jest tylko skrótowym uzupełnieniem...

 

Ojciec przeżył getto w Samborze. Uciekł kanałami w czasie akcji. Potem kryjówkę pomógł mu znaleźć jego uczeń, Józef Wójcik. Prawie przez rok na strychu obory ukrywał ojca, jego siostrę i matkę,  ojczym Wójcika, Ukrainiec, Jan Małankiewicz. Matka ukrywała się i uciekała przez całą okupację. Na jej oczach zamordowano rodziców, moich dziadków. Nie zrobił tego Niemiec.
W czasie wojny nie ocalał prawie nikt z mojej rodziny. Przeżyli tylko ci, którzy przed wojną wyjechali z Polski, zaś nieliczni którzy przetrwali wojnę, wyemigrowali. Matka i ojciec pozostali bo lewicowe poglądy nie pozwalały im na emigrację. Ojciec Artur Sandauer był pisarzem, krytykiem literackim, wychowanym od dzieciństwa na literaturze polskiej, później zaś profesorem polonistyki na uniwersytecie. Matka Erna Rosenstein, malarką.

Okres po 1948 roku to czas zakazu publikacji dla ojca, bo występował przeciwko socrealizmowi. Matka nie może wystawiać bo jest związana z awangardą ( grupą Krakowską ), która przeciwstawia się doktrynom socrealizmu. Okres stalinowski to utrzymywanie się z pomocy finansowej od rodziny, która wczeniej wyemigrowała. Ojciec znający wiele języków dorabia się tłumaczeniami literatury. To pozwalają mu drukować, tym bardziej że przekłada też z rosyjskiego. Znaczna większość lewicowej inteligencji popiera jednak system stalinowski, a tym samym socrealizm w sztuce.

Rodzice mieszkali od przyjazdu do Warszawy przy ul Iwickiej. Był to dom, zbudowany przez spółdzielnię wydawniczą Czytelnik. Mieszkali tam również: Mieczysław Jastrun, Bohdan Czeszko, Seweryn Polak, Mirosław Żuławski i inni których nie pamiętam już. U nas w domu bywają: Kantor, Przyboś, Broniewski, Gałczyński i inni. Wiele lat potem wprowadza się na Iwicką pan Stanisław Wyganowski, późniejszy prezydent Warszawy. Ja urodziłem się 17 grudnia 1950 roku.
Przychodzi 56 rok, przejściowe odejście od zamordyzmu. Znaczna część inteligencji która współpracowała z władzą zmienia front. Ci którzy wcześniej pisali elegie o Stalinie, czy o stonce ziemniaczanej, zrzucanej przez Amerykanów na komunistyczną Koreę, stają się liberałami. „Okazuje się" iż od zawsze walczyli o wolność słowa. Odwilż to odejście od socrealizmu. To także pierwsze wystawy malarstwa nowoczesnego i pierwsze sukcesy matki..Ojciec może drukować

Na początku lat 60 - tych zostaje docentem polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Podpisuje tzw. list 34 - protest intelektualistów przeciwko polityce kulturalnej władz. Ja idę do szkoły średniej im N.Żmichowskiej z wykładowym francuskim. W domu ojciec od pierwszych lat starał się rozmawiać ze mną po francusku, bym nauczył się tego języka. Jak łatwo się domyśleć u mnie powoduje to niechęć. Po maturze, studia rozpoczynam w 1968 roku na fizyce. Wcześniej szkoła próbuje zorganizować wśród dzieci akcję zbierania podpisów i pod petycją potępiającą Izrael za wojnę 6 dniową.

Nikt w klasie nie podpisuje. Sprawą zajmuje się kuratorium Władze powiadamiają KW a potem KC PZPR. Odpowiedzialnymi za syjonistyczna akcję jest grupa uczniów. Są to między innymi Ludwik Stomma, Andrzej Friedman i ja. Przyczyna jest prosta, zamiast petycji przygotowanej przez władze, zaproponowaliśmy podpisywanie petycji o innej treści. Nie potępiała Izraela, lecz wszelką agresję. Kuratorium postanawia nas rozdzielić. Andrzej i Ludwik są zmuszeni zmienić szkoły, ja otrzymuję naganę i obniżenie stopnia ze sprawowania. Po jakims czasie sprawa przycicha.

Cenzura zdejmuje ze sceny Dziady w inscenizacji Dejmka. Władze twierdzą iż inscenizacja została zmanipulowana...Zaczynają się rozruchy na uniwersytecie. Wiosną 1968 bezpośrednio po demonstracjach i pierwszych aresztowaniach, jeszcze jako uczeń, poznaję kilka osób związanych ze środowiskiem tzw. komandosów. Są to między innymi Bogusia Bleifer, Eugeniusz Smolar, Andrzej Seweryn, Ryszard Peryt, Sylwia Poleska. W mieszkaniu Bogusi przy ul Rozbrat odbywają się spotkania. Kilka razy pomagam w powielaniu ulotek na tzw. wyżymaczce ( domowa wersja powielacza spirytusowego ). Biorę udział także w kolportażu.

Po wakacjach 1968 roku wracam do Warszawy. Znajomi z Rozbrat są aresztowani. W śledztwie prowadzonym przeciwko uczestnikom wydarzeń marcowych, padają ich nazwiska...Wraz z kilkoma kolegami wśród których są Tomek Jastrun, Ryszard Lubianiec, próbujemy zorganizować jakąś nową grupkę. Z czcionek dziecinnej gumowej drukarenki składam spory stempel i powielamy ulotki protestujące przeciwko interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji.

Po latach, zadaję sobie pytanie: do jakiego stopnia wydarzenia 68 roku w których w końcu i ja się znalazłem, były reakcją tych środowisk które po pażdzierniku 1956 oddały władzę ? Do teraz nie znam odpowiedzi....

Być może jednej odpowiedzi nie ma. Czy można znaleźć jeden powód dla opisania postawy całego środowiska? Przyczyny mogły być różne. W każdym razie, dla wielu, skończyła się wiara w posłannictwo budowy światowego socjalizmu pod wodzą ZSRR. Zaczęto przypominać sobie , likwidację KPP, wymordowanie anarchistów i trockistów w Hiszpanni przez stalinowców, pakt Rbbentrop Molotow, wkroczenie Armii Czerwonej w 1939 roku do Polski i hasła bratniej Radziecko Niemieckiej budowy socjalizmu. Ja i moi koledzy mieliśmy po 17 - 25 lat i nie analizowaliśmy historycznie ewolucji poglądów i postaw środowisk z których pochodzimy.

Pod hasłami walki ze syjonizmem władze nakręcają nagonkę antysemicką. Nie ma już komunistów czy Polaków pochodzenia żydowskiego, wszyscy są syjonistami. Ludzie tracą pracę i mieszkania. Byli i tacy którzy mieli kompleksy, wstydzili się i chcieli ukryć pochodzenie. Zapada się grunt pod nogami. Ojcowie i dziadkowie wrośli w polskość, a oni muszą emigrować...Trwa exodus 68 roku.

cdn....