Studia na wydziale fizyki

Po dwóch latach przerwy, w 1970 roku, ponownie  znalazłem się na pierwszym roku studiów. Większość z nas wybrała fizykę, bo chciała rozumieć postęp nauki i prawa przyrody. W szkołach rozbudzano ciekawość, karmiono nas doniesieniami o paradoksach teorii względność, o mechanice kwantowej, o cząstkach elementarnych które są jednoczenie falami i cząstkami itd....
Początek studiów oczywiście nie dawał, ani dawać nie mógł odpowiedzi czy rozwiązań tych problemów. Samo zetknięcie się ze studiami dla kogoś  bezpośrednio po szkole, było trudne do, ... no trudne do czego ? chyba do akceptacji....
Pojawiały się problemy - Czy ty zaakceptujesz fizykę taką jaką ona jest? czy ona rzeczywiście jest taka ?

No i ile z tych trudności jest w samej współczesnej fizyce, a ile w nieprzystosowaniu programu nauczania do poziomu ucznia po szkole średniej ...
W szkole fizyka jak i matematyka, odwoływały się do intuicji. Teraz następowała zmiana. Analiza matematyczna została oparta na formalnych definicjach, suchej logikice, teorii zbiorów i aksjomatach.... Dla młodego człowieka, choćby definicja liczb rzeczywistych, jako klasa równoważności ciągów Cauchego, nie mogła być zrozumiała...
Pomiędzy kolejnymi lekcjami szkolnymi było kilka dni na przemyślenia. Tu na każdym wykładzie opowiadano o sprawach, które były niegdyś krokiem milowym w rozwoju wiedzy... Było to bardzo ciekawe i piękne, ale tempo uniemożliwiało przyswojenie....
Chyba z 70% przyjętych na fizykę, z tych którzy zdali egzaminy wstępne, odpadało po pierwszym roku ( dokładnej statystyki nie znam ). Wcześniej  świetnie dawali sobie radę z fizyką w szkołach...... Program był tak nieprzystosowany do poziomu większości dzieci, że ich zetkniecie się z wydziałem prowadziło do odejścia lub wyrzucenia z uczelni.
Wtedy nie zastanawiałem się nad tym, lub raczej problem zamykałem prostym stwierdzeniem że fizyka to trudny kierunek studiów ....

rewizja Sandauer

Tak odbierałem dziś sytuacje z roku 1970, a jak wygląda ona obecnie , pojęcia nie mam.
Ja zresztą miałem wtedy jeszcze dodatkowe, inne atrakcje. Gdy pojawiały się jakieś ulotki w Warszawie, milicja zatrzymywała mnie i robiono rewizje w domu, a mnie transportowano do Pałacu Mostowskich....

Nie zmieniło to moich zwyczajów bo podobnie jak wtedy, gdy byłem zawieszony w prawach studiach, nadal lubiłem chodzić na koncerty, ale już bez aparatu fotograficznego.

Ponadto kwitło życie towarzyskie, a wiele przyjęć odbywało się u mnie.

W tych czasach, Tomek Jastrun, który studiował polonistykę, sprowadził kolegę z wydziału, Japończyka Yoshiha Umedę, późniejszego męża Agnieszki Żuławskiej. Ojciec Yoshiha zakochał się w Chopinie i umierając zobowiązał syna, by ten stał się Polakiem.

Dla Yoshiho, oczywiście bolesnym rasistowskim problemem nie był  jakiś wydumany w Polsce antysemityzm,  lecz to że jego biorą za Wietnamczyka... Czasem pytany o narodowość kpił ze jest Eskimosem... Agnieszka dostała się na japonistykę i chyba całe moje urodziny przegadała wtedy z Yoshiho...

Yoshiho był jednym z nielicznych, którzy mieszkając w Polsce znali japoński. Oczywiście żył z tego, pracując jako tłumacz czy przewodnik coraz liczniej pojawiających się tu Japończyków. 

Wiele lat później Yoshiho doradzał Solidarności i to on namówił Lecha Wałęse by ten zadeklarował że zbudujemy tu drugą Japonie..... Wałęsa został zresztą jego ojcem chrzestnym.... Tu trochę więcej o Yoshiho, a był tak barwną postacią iż można byłoby bez końca....

Na drugim roku związałem się z Anną 1. Jej matka wyjechała do USA. Anna początkowo mieszkała z ojcem który był lekarzem, a po jego śmierci z babką. Każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem. Anna, chciała jechać do USA. Ja tam miałem wuja.

Wymyśliliśmy ze po studiach i ewentualnie po moim doktoracie tam się przeniesiemy.... Chęć szybkiego ukończenia studiów oznaczał dla mnie konieczność:

  • zawieszenia kontaktów i zaprzestania działań związanych z opozycją polityczną;
  • wyboru takiej specjalizacji która może mi dać pracę w USA. 

W rezultacie, co widać w materiałach IPN, moje teczki od połowy lat 70 tych bezpieka archiwizowała, wobec zaprzestania działalności politycznej... Już przy powstawaniu KSS KOR mnie nie było...
Zamiast poprawić kilka z egzaminów i próbować dostać się na fizykę teoretyczną, która chyba była ciekawsza, wybrałem i skończyłem specjalizację fizyki ciała stałego ( inaczej mówiąc półprzewodników ).
Anna pierwszy raz odwiedziła matkę w USA w 1974. Planowała wyjazd na miesiąc, a posiedziała tam z rok. Umówiliśmy się że latem i przyleci do Londynu, gdzie się spotkamy, a stamtąd razem pojedziemy do Polski.
Londyn Piccadilly Circus

Dwa tygodnie z wakacji 1974 roku spędziłem u kuzynów matki Londynie , a dwa następne w jakimś wynajętym pokoju w akademiku.
Z tego czasu pochodzą zdjęcia Londynu po części wykonane w orwo colorze. Miłą niespodziankę jaka zrobił mi ten materiał negatywowy, po latach, gdy nie robi się z niego odbitek lecz scany opisałem już wcześniej. Są tu zwykłe zdjęcia zabytków, ulic z Londynu no i moje z roku 74 bo nie mogłem powstrzymać się od ich zamieszczenia... 

Na zdjęciach poza mną, moi letni wakacyjni znajomi, młodzi lokatorzy tego samego akademika...
Wróciłem do Warszawy sam i rozpocząłem przygotowania do pracy magisterskiej. Anna wróciła z USA kilka miesięcy później. Pracownia w której miałem robić pracę magisterską nie była na uniwersytecie, lecz w IF PAN.

Wykonywałem to, co zleciła mi korespondencyjnie,  pani dr Jolanta Stankiewicz, wyznaczona przez dziekanat fizyki, na mojego promotora. Otrzymałem list i jakieś próbki kryształow HgMnTe do przeprowadzania pomiarów 2.  Ani ona, ani szef laboratorium, prof. Witold Giriat  nie wrócili jesienią do Polski. Jakie były tego przyczyny - nie wiem... Rolę nowego szefa pracowni i mojego promotora przejął doc. Robert Gałązka.

Poza laboratorium, gdzie prowadzono badania własności połprzewodników, w piwnicach instytutu  była część produkcyjno - technologiczna. Krystalizowano  tam nowe półprzewodniki.  Praca technologów w Polsce była znacznie tańsza niż na zachodzie. 

Posiadanie własnych nowo wymyslonych półprzewodników, otwierało drogę do kontraktów, stypendiów  i wyjazdów z materiałami na zachód... 

W drugą stronę,  dało się też tam przygotowywać technologe do kosmicznych badań, planowanych wraz z ZSRR. Krystalizacja w stanie nieważkości... Programu realizowanego potem przez Mirosława Hermaszewskiego...

Więc mój nowy szef działał na obie strony. I projekty kosmiczne z ZSRR i badania na zachodzie, półprzewodników produkowanych w Polsce.

Ja studia zakończyłem i prace magisterską obroniłem w 1975 roku... A w Polsce rozpoczynała się gierkowska mała stabilizacja....

Jak się miało okazać do IF PAN trafiłem na wiele lat, bo i później na studia doktoranckie i do pracy...ale to w następnych częściach

 

 

 

 

 

 

-----------------------------------------------------------

1/ O dziewczynach z którymi byłem związany, piszę tylko tyle ile muszę, wtedy  gdy jest to niezbędne by wyjaśnić przyczyny jakichś moich działań czy decyzji.  Jeśli tu się pojawią, to tylko z samego imienia i bez zdjęć. Zazwyczaj mają swoje rodziny i nie wiem czy chciałyby się widzieć, w publikowanych przeze mnie wspomnieniach. Nie mam na to przyzwolenia, nie prosiłem o nie i prosić nie zamierzam. Otrzymałbym je pewno od niektórych i byłby problem jak pisać o innych... 

2/ Próbki kryształów do pracy magisterskiej, wytworzone jeszcze przez prof. W. Giriata, były b. dobrej jakości. Obserwowałem na nich oscylacje Shubnikova de Haasa. Po zebraniu danych, nie pozwolono mi rozszerzyć pomiarów, by powstało z tego coś więcej. Mój nowy promotor miał inne plany. Pan docent chciał szybko spełniać kryteria uzyskania nominacji profesorskiej. Wymagało to wychowania co najmniej jednego doktora. Odebrał mi próbki i przekazał je  swojemu doktorantowi. Ten kontynuował rozpoczęte przeze mnie pomiary i szybko obronił pracę doktorską. 

Docent R.Gałązka, spełnił kryteria i nominacja nastąpiła już w roku 1980. W efekcie po profesorze Giriacie, otrzymał laboratorium wraz z wszystkim co potrzebne do zostania profesorem...

tego wszystkiego ja wtedy jeszcze nie wiedziałem...