szary PRL i barwny Daleki Wschód

Sklepy lat 80 tych, były puste. Na bazarach wszystko. Kwitł handel walizkowy, przez granice....z Niemiec, Austrii i Francji. No i przemyt w drugą stronę. Dalej turystyka na Daleki Wschód. Dla jednych tanie i barwne państwa do których można było polecieć, dla innych biznes. Do Singapuru po komputery i elektronikę, do Indii czy Tajlandii po odzież, biżuterie i półszlachetne kamienie...Turystyka i przygoda przeplatały się z przemytem i z biznesem.

Władze patrzyły przez palce. Kapitalizm rósł dwutorowo. Przez uwłaszczającą się nomenklaturę i przez walizkowy handel i bazary. Liberalizacje nie tylko gospodarczą, wymuszało rozsypywanie się państwa. Opozycja w drugiej połowie lat 80 tych działała prawie bez przeszkód.
Na wyjazd z wyprawą do Indii, namówił mnie Piotr. Jemu zaproponowano miejsce, bo był lekarzem, a on mnie, bo szukał kogoś do pokoju.... Na handlu się nie znałem, ale była okazja oderwania się od pracy naukowej i taniej wycieczki na Daleki Wschód.

Wyprawy pozwalały uzyskać wizy i paszporty i tanie bilety lotnicze. Ktoś organizował wyprawę, szukano chętnych, potem występowano do władz o zgody i dokumenty... Większość uczestników wyprawy miała motywy podobne do moich, a inni jechali na zakupy. Było to jednak środowisko dziennikarzy – globtroterów... 

Wstępne instrukcje co zabrać , by minimalizować koszty wyjazdu, otrzymałem od organizatorów...

Dwa kryształy, dwa aparaty fotograficzne, suszarka do włosów, walkman... Na dwa tygodnie zabrałem ze sobą jeszcze ok. 100 $. Dziś wydaje się że są to grosze, lecz w PRL żyło się za nie kilka miesięcy....

Zamiast radzieckich Zenitów kupiłem NRD'owskie Praktici i znakomity obiektyw flektogon. Chciałem porobić trochę zdjęć przed sprzedażą aparatów... Wymyśliłem ze jeden sprzedam przed samym powrotem, a pieniądze za aparat i negatywy zabiorę do Polski..

Przed wylotem szczepienia, zakupy lekarstw no i podstawowa wiedza: nie jeść niczego co surowe i do wszystkiego używać tylko przegotowanej wody. No i dezynfekować się alkoholem od środka. Mielimy ze sobą własne prześcieradła i koce.

Uczestników wyprawy poznałem dopiero na lotnisku w Warszawie. Międzylądowanie dla uzupełnienia paliwa. Na lotnisku w Dubaju w sklepach bezcłowych ścisk i zakupy. Za namową Piotra, kupuje dwie butelki Johny Walkera.

red fort

Odprawa graniczna w New Deli ciągnie się niemiłosiernie. Czekamy przed lotniskiem. W końcu po kilku godzinach docieramy do taniego hotelu Vivec na Paharganj'u, zatłoczonej barwnej dzielnicy bazarów, kiedy dzielnicy dzieci kwiatów...

W New Dheli zostajemy kilka dni. Wielkie wrażanie na mnie, robi to ze mino tłumów na ulicach, wszyscy się mijają tak iż nikt nikogo nawet nie muśnie.... Zwiedzamy Red Fort.

Sytuacja wymusza zmiany planu wyprawy... Kilku osobom indyjscy celnicy wpisali do paszportów zakupione przez nich na handel w Dubaju, kamery video. Nie mogą ich sprzedać bez zapłacenia cła, więc muszą je wywieźć z Indii. No to prosta rada, wycieczka do Nepalu i wykreślenie na granicy przez celnika, wpisanych przedmiotów z paszportów .

Albo rozdzielimy się na dwie grupy, albo wszyscy zmieniamy plany...
Dla mnie równie atrakcyjnym są Katmandu i Pokharya jak wcześniej planowane zwiedzanie Agry czy Dzajpuru....

Kupujemy bilety autobusowe do Nepalu. Ponieważ było nas kilkanaście osób planowaliśmy wspólne wynajęcie jakiegoś busiaka do naszego użytku. Okazało się to trudne i za drogie i mimo rytualnych zapewnień „I wil do my best „ proponowane ceny były wysokie. Wtedy poznałem znaczenie w Indiach słów „I will do my best" to po polsku: Ni cholery się nie da..

Katmandu Nepal

No a rejsowy autobus to british bus, with excelent fun, Hindu style i do tego tani.... Więc nakłaniani taką perswazją kupiliśmy normalne bilety na rejsowy przejazd drogą strategiczną przez Himalaje, wyciosaną w zboczach gór, na przejazd który miał trwać około dwie doby...

Opis autokaru był zgodny z zapowiedziami:

• "British bus" znaczyło że autobus pamiętał czasy Brytyjczyków w Indiach;
• "Excelent fun" to znakomity nawiew bo brakowało części szyb;
• "Hindu style" to gęściej umieszczone siedzenia bo Hindusi są niżsi od Europejczyków

Podroż z Delhi do Katmandu miała trwać dwie doby. Jechaliśmy drogą nad przepaściami w Himalajach. Autobus ścigał się z innymi... Na dachu siedziała grupa pasażerów. Po około 30 godzinach nastąpił koniec, autobus się rozsypał. Nie dosłownie, ale wypadły jakieś części ze skrzyni biegów. Kierowca powiadomił nas że wysiadamy, że radiem poinformował firmę o awarii i nasze bilety nie tracą ważności. Zabierze nas następny autobus, za 72 godziny....

Nie chcieliśmy czekać i do Katmandu dojechaliśmy stopem, przygodnymi ciężarówkami z kamieniołomów...

Pokhara jezioro lodowcowe

Po kilku dniach zwiedzania przenosimy się do zimowej stolicy Nepalu, Pokhary pod Annapurną. Mieszkamy w pensjonacie nad brzegiem jeziora lodowcowego... Ceny tu są takie ze nawet dla nas obywateli PRL jest bardzo tanio...

Wracamy do Delhi, Do granicy autobusem, a na granicy chcemy wsiadać do pociągu... Oczywiście zakupione wcześniej miejscówki są fikcją i okazują się że miejscówki są tylko promesą i opłatą na wypadek gdyby jakieś miejsce się zwolniło...

Dopiero drobny bakszysz u kierownika pociągu załatwia sprawę.
W Delhi sprzedałem aparat, obiektyw i zrobiłem zakupy. By choć po części zwrócić sobie koszty wyprawy.

Zakupy zrobiłem pod okiem i zgodnie z radami tych którzy w Indiach wcześniej bywali... Jakie kamienie półszlachetne, olejki zapachowe, bransoletki i trochę odzieży bawełnianej. Tyle by wykorzystać należne mi 20 kg bagażu lotniczego....

Z duszą na ramieniu w Warszawie poszedłem z wszystkim tym do trzech zaprzyjaźnionych sklepów. Jeszcze wtedy, ekskluzywnym i poszukiwanym towarem, tym co wprowadziły dzieci kwiaty, były wschodnie ozdoby, biżuteria czy olejki .

Do Polski, moda na Indie,  docierała z Paryża, ale ozdoby i biżuteria już Lotem z New Delhi, w naszych walizkach, do warszawskich butików... Po kilku tygodniach bez większego wysiłku, zwraca mi się cała wycieczka...

Był to znak, że co prawda bez komfortu, ale mogę zwiedzać w ten sposób Azje....