Korespondencyjny rozwód w Stanie Wojennym

Patrole wojskowe i milicyjne, koksowniki na ulicach, godzina policyjna, zmuszały do siedzenia albo w domu, albo w pracy. Czas był jedyny na porządkowanie zebranych danych pomiarowych. Po latach, nie interesuje mnie już tematyka mojej pracy doktorskiej i nie zamierzam o tym dużo pisać. Wtedy była dla mnie ważna, bo decydowała o moim losie.

W kilku słowach: Zespół w którym się znalazłem produkował i badał własności półprzewodników wymieszanych z jonami magnetycznymi. Badaliśmy kryształy, w niskich temperaturach i silnych polach magnetycznych. 
Szukano nowych związków i była nadzieja na stworzenie, jakichś nowoczesnych materiałów czy technologii, więc zapraszano naukowców z Polski do wspólnych badań. Ponieważ naukowcy, przywozili produkowane u nas kryształy to otrzymywali, stypendia. Współpraca kwitła, bo praca technologów była w Polsce stosunkowo tania... Czy bez tego byłyby wyjazdy ? Nie wiem ...

Podstawowym elementem sprzętu badawczego  w naszym laboratorium, był magnes nadprzewodzący zakupiony jeszcze w okresie świetności Gierka. Procedura uruchamiania aparatury to kilka tygodni ciężkiej pracy. Odpompowywania płaszczy próżniowych, wożenie baniaków z płynnym azotem i helem wychładzanie magnesu nadprzewodzącego itd...

Jeśli ktoś chce wiedzieć dokładniej czego dotyczyła moja praca może wpisać w google Sandauer i physics by otrzymać troche wyników ...
Poza produkcją i badaniami półprzewodników półmagnetycznych, mój promotor pracował nad pomysłem krystalizowania półprzewodników w kosmosie. Współpraca z ZSRR dawała dobre relacje z władzami.
Doktorat był dla mnie ważny. Wierzyłem jeszcze, że on zakończyć mój pobyt w Polsce, a planowałem za chwile wynieść się do Anny do USA. Ta specjalizacja wierzyłem, miała ułatwić mi znalezienie pracy...

pozew rozwodowy Nevada

Życie zweryfikowało  te plany. Na przełomie stycznia i lutego 82 roku, otrzymałem pocztą dokument z sądu w Las Vegas z wniesionym przez Annę  pozwem rozwodowym...

Uwierzyć nie mogłem... Łudziłem się ze może to próba wyciągnięcia mnie z Polski w stanie wojennym, pod pozorem sprawy sądowej... Telefony nie działały, granice były zamknięte...

Nie wierzyłem by Anna mogłaby uczynić coś tak podłego i to bez uprzedzenia, gdy byłem zamknięty w Polsce...

Z duszą na ramieniu, poszedłem do ambasady USA w Warszawie by prosić o pomoc w wyjaśnieniu.. Mimo kontroli wojskowo policyjnych, udało mi się wejść do środka. Legitymowałem się dokumentem z sądu w Las Vegas...Chciałem się dowiedzieć czy to naprawdę, łudziłem się że to może próba umożliwienia mi wyjazdu... Jakiś urzędnik zlitował się i obiecał sprawdzić...

Nie pamiętam już jaką drogą otrzymałem informacje z ambasady USA, że nic nie wskazuje na to, by sprawa wniesiona o rozwód, miała jako ukryty cel, wyciągnięcie mnie z Polski... Mimo przerwania łączności, zwróciłem się z prośba o wyjątek i zgodę na jednobazową rozmowę telefoniczną z USA. Poszedłem do jakiegoś oficera odpowiedzialnego za centrale telefoniczną na Mokotowie.... Oczywiście dał zgodę...
Po kilku dniach było połączenie. Odebrała matka Anny, ona nic nie wiedziała, a Anny nie zastałem w domu...

W kwietniu, sąd orzekł rozwód. Wysłano do mnie wezwanie. Zgodnie z obowiązującą procedurą, kilka razy ukazywały się ogłoszenia w prasie stanu Nevada, informujące o sprawie sądowej... Jakby Anna nie wiedziała, gdzie jestem i że nie przyjadę.

Trudno o bardziej paskudne zakonczenie związku.

Po Annie pozostał żał, dziesięć lat wspomnień i rozgrzebany materiał do doktoratu przygotowywanego z tej dziedziny fizyki, która mnie nie interesowała, a którą wybrałem z myślą o znalezieniu pracy w USA .