Bimber, doktorat, pankowcy

Wiosna 1982 roku byliśmy w państwie na które nie godziła się większość społeczeństwa. Ja byłem w dodatkowo podłej sytuacji, bo i Anna przeprowadziła rozwód gdy wprowadzono stan wojenny i ojciec wyłamując się z bojkotu mediów opowiedział się po stronie władzy.

Wcześniej planując wyjazdu do Anny w USA, zerwałem kontakty z opozycją i wycofałem się z wszelkich działań politycznych,. by uniknąć kłopotów z władzami.. Wybrałem jako specjalizacje nie interesującą mnie fizykę ciała stałego, licząc na znalezienie pracy w USA..

Doktorat trzeba było jednak kończyć, wobec zainwestowanej już pracy...

Postawa ojca, niezależnie od jego motywacj,  dawała mi wizerunek osoby związanej z władzami. Próby odbudowywania kontaktów politycznych, przy takim braku wiarygodności nie miały sensu. Nie było to ani łatwe ani miłe...

Trzeba było znaleźć nowe miejsca i inną metodę na życie...

Kończyłem zbieranie danych do doktoratu. Prace eksperymentalne przy użyciu magnesu nadprzewodzącego, prowadziliśmy cyklicznie. Odpompowany ( płaszcze próżniowe stanowiły termos ) i schłodzony ciekłym helem magnes nadprzewodzący, pracował codziennie przez kilka tygodni. Był używany przez kolejne osoby lub zespoły, które obserwowały jakieś tam zjawiska w polu magnetycznym.

Tak do czasu, gdy magnes należało rozmrozić....Pisze o harmonogramie by wyjaśnić że po kilku dniach ciężkiej harówki w laboratorium miałem przerwę i ktoś inny przejmował aparaturę pomiarową...

Mimo iż to nudne należy się kilka słów wyjaśnienia, czemu te prace naukowe miały służyć. W krysztale półprzewodnika część jonów, przy krystalizacji została wymieniona na jony magnetyczne. Badaliśmy wpływ takiej domieszki na strukturę pasm kryształu i jego własności w niskich temperaturach i silnych polach magnetycznych.... 

Z czasem zakończyłem pomiary i proszę o wybaczenie, nie będę pisać o poznawczych wnioskach i odkryciach wynikających z moich prac czy z badan tego zespołu...

Zaczynam częściej chodzić do klubów studenckich, do Remontu i trochę do Stodoły... Z czasem rygory stanu wojennego są luzowane...
Początkowo zamknięty Remont został po kilku tygodniach uruchomiony. W godzinach porannych prowadzi jakieś poranki dla dzieci szkolnych więc pojają  się słodycze. Mimo iż cukier był na kartki, szefowa bufetu odsprzedała mi cały transport landrynek. Prawie 50 Kg. Na produkcje bimbru, starczyło na weiele lat....

Na początku kluby studenckie zostają otwarte, ale działają tylko w ciągu dnia, jednak od lata zostaje zawieszona godzina milicyjna... - Nastąpiło częściowe przeniesienie tam mojego życia towarzyskiego i znajomość z młodymi ludźmi w inny sposób kontestującymi rzeczywistość. Muzykami i zespołami które potem stały się gwiazdami Punk czy Rocka. Był tam i Izraael, Oddział Zamknięty, Kryzys, Daab, Xenna i wiele innych...Różnica wieku i doświadczeń między nami była spora... Tam też poznałem Beatę która po latach została moją żoną...

Szklarz z laboratorium w IF PAN, pan M. wydmuchał chłodnice do destylacji. Na balkonie w mieszkaniu stanęła beczka, a w niej bulgotał  roztwór landrynek z drożdżami... W kuchni palił się gaz pod metalową bańką na mleko połączona z destylarką... Aby uzyskać przyzwoita jakość destylowaliśmy to ze 2 – 3 razy... Dobry bimber był wszędzie mile widziany... 

Latem obroniłem prace doktorską. Na przyjęcie z tej okazji, do mieszkania rodziców, zaprosiłem niezły koktajl towarzysk, więc i przyjęcie podzielone zostało na dwie sfery. W pokoju ojca była kolacja i poważni goście, a wśród nich mój promotor prof. Robert Gałązka i zaprzyjaźniony fizyk Daniel Dobrowolski... 

Rada Naukowa o nadaniu stopnia doktora Adam SandauerKilku młodych filmowców przemieszczało się pomiędzy pokojem rodziców, a częścią młodzieżową. Dominik Wieczorkowski ( Rattinger ) i Janek Kidawa Błoński. Dominik wynajmował mieszkanie gdzieś po drugiej stronie Karłowicza ... i kilku innych których już nie pamiętam.

No a w drugiej części mieszkania i w ogrodzie trwało właściwe przyjęcie...Trochę pankowców, trochę muzyków rockowych. Niektórzy stali się gwiazdami, a część już nie żyje No i trochę zwykłych znajomych. Była od lat zaprzyjaźniona Agata Ubysz, był Piotr Strojnowski i pół zespołu TZN Xenna i wielu innych.

Było to w czasie gdy obowiązywała godzina milicyjna, więc ok godz. 22 każdy podejmował decyzje czy zostaje u mnie do rana, czy wraca do siebie do domu...Rodzice zamknęli się w swoich pokojach zostawiając nam resztę mieszkania...
Zabawne było wejście mojego promotora tam gdzie w komitywie bawili się pankowcy, muzycy i kilku młodych filmowców...Pan Profesor, chciał przywitać się z młodzieżą, ewentualnie zbratać się i potańczyć... Przedstawił się „...jestem profesor Gałązka ...". Biała koszula, krawat i rzadkie włoski, kontrastowały z czuprynami i ćwiekami na kurtkach stojących obok pankowców. Mimo wyglądu, nikt w tym zoo, nie zwrócił na niego uwagi. Tylko Jacek odwzajemnił się przyjacielskim gestem wyciągnął skręta, przedstawił się „jestem Sydney, chcesz jointa ? „

Takiego potraktowania prof. Gałązka nie spodziewał się. Mimo tytułu naukowego, pozycji społecznej nie był centrum zainteresowania, więc wycofał się z pokoju młodzieży i poszedł do domu......
Do rana pozostali nieliczni...
Zacząłem pracę na etacie w IF PAN. Fizyka półprzewodników nie była specjalnością moich marzeń, ale przy obowiązującym w PRL nakazie pracy, bałem się odejścia od zawodu i nie podjąłem działań dla zmiany sytuacji, bo mogło być gorzej. Choćby praca w szkole...
Wydawało się iż bezpieczeństwo zatrudnienia daje jedna publikacja rocznie i jakieś koncepcje pracy na przyszłość....